Archiwa tagu: Smutek

Szaro

Kolejny ponury dzień tej szarej zimy – nie zaczął się najlepiej. Chyba nawet gorzej niż wiele poprzednich. Ale nie będę się rozwodzić nad złem tego świata… Nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, by pomimo tak wielu trudności nie dać się zgubić. Tak, właśnie tak jest. Dlatego każdy powinien zawsze chociaż starać się być wesołym. W końcu w życiu właśnie o to chodzi.
~ ~ ~

Jest mi trochę smutno – od Nowego Roku na moim blogu nie pojawił się żadny komentarz. Chciałabym was prosić, żebyście zostawiali je kiedy odwiedziacie mój blog, żebym wiedziała czy ktokolwiek to czyta. Było by też fajnie gdybyście ocenili najlepiej każdą notkę, którą przeczytacie. Musicie mi bowiem uwierzyć, że puszczanie słów w przestrzeń bez żadnego echa jest bezsensem. Tak jak pisanie moich notek tak, o, żeby tylko były. Nie jest tak, bo właśnie ze względu na to, że ktoś to czyta, staram się jak najlepiej potrafię dbać o bloga.

Mam jeszcze pytanie: czy chcecie następny fragment opowiadania o Lily Lou? Jeśli tak, to proszę powiedzcie, bo nie wiem czy mam już się za niego zabierać, czy może to poczekać do przyszłego miesiąca. Decydujcie ;)

Uff…

W końcu koniec tego niemożliwie szybkiego tempa. -_- Przez dwa tygodnie, codziennie mieliśmy conajmniej jeden sprawdzian. A że już niedługo koniec semestru to trzeba było kuć ;_;
Masakra…!
A jeszcze trzeba było robić dodatkowe prace na tzw. dodatkową pracę, bez ktorej ma się max. 5 piątkę. Ehh… A mogłam iść do jakiejś zwykłej szkoły, dla tych mniej „UTALENTOWANYCH” dzieciów, jak to mówi nasza polonistka :/
Ale już powoli wracam do świata żywych. Powoli… Tak, idealne słowo. No ale cóż… Baaaaaaaardzooooooooooo długo nic nie dodałam, wybawcie. Chciałbym dowiedzieć się, czy ktokolwiek to czyta, więc jeżeli już tutaj jesteś, to proszę, zostaw komentarz. Będę bardzo wdzięczna, bo głupio się czuje, gdy pisze, a podświadomie wiem, że nikt nawet nie zobaczy, a że coś dodałam. To tyle z próśb, więc jeśli masz chwilke, to proszę, skomentuj ;) chętnie zajrze na blogi moich komentatorów, również komentując u was. Z góry dziękuję!

Trzynastego…

Dlaczego ludzie są tacy nie uczuciowi? Albo właściwie… Zmienno uczuciowi… Taaak. Dałam szansę swojemu chłopakowi (drugą już), a on kiedy już wszystko miało być świetnie i tak jak dawniej napisał mi poprostu: „Nie ma sensu, żebyśmy byli razem. To koniec.”
Tak… To była zawartość jego sms’a. Wylewny, nieprawdaż? Zastanawiam się tylko dlaczego… Hmm… Może dlatego, że poprostu go wkurzyłam? Czym? Pomyślmy… Może tym, że podczas naszej rozmowy na jednym z portali, zapytałam go dlaczego nigdy nie rozmawia ze mną. Nie, nie zrobił tego od…. Jezu…. Chyba nigdy nie rozmawiałam z nim twarzą w twarz… To takie dziwne, nawet upokażające. Ale Wy nie wiecie kim jestem, więc….
Nie ma to jak wieczne unikanie mnie. No cóż. W każdym razie, kiedy wysłałam mu to, on napisał, że gdybym chciałam z nim pogadać to sama bym do niego przyszła. Za kogo on się ma? Za księcia? Chyba taak… Zdenerwowałam się, kto by się nie zdenerwował? i co zrobiłam… Napisałam mu, że to nie moja wina, że nawet kiedy siedziałam z nim na ławce, a no mnie obejmował, w tym czasie głowę miał obruconą w przeciwnym kierunku, gdyż rozmawiał ze swoją koleżanką z klasy. A on co? Napisał, że widocznie nie mieliśmy wtedy tematu, więc kontynuował tamten z koleżaneczką…
I co…? Wieczorem przyszedł sms o powyższej treści. To koniec. Takie brutalne słowa. Takie okrutne. Jezu… W czym ja zawiniłam? Nie ja? A kto? Może ten pieprzony podrywacz, ktory nie mógł skupić się ma jednej? Heh, mała, ostrzejsza wymiana zdań i co…? Uciekł z podkulonym ogonem. Co za dziecko. Mam go dość. Tak, kochałam go, kocham i pewnie przez jakiś dłuższy i bliżej nie określony czas nie poprzestanę. Ale to nie znaczy, że nie mogę nazywać go idiotą i równymi innymi, chyba gorszymi epitetami.
Hehehehe, tak, ja to mam szczęście i do chłopaków i do „przyjaciół”, nie ma co!
A tak na prawdę, to chyba nic gorszego nie mogło mi się przydażyć 13……..
Mam dość tego wszystkiego. Bo zawsze co złego to wiadomo, że moje doświadczenie. Heh. Poprostu mam już tego wszystkiego serdecznie dosyć!!!
~smutna Lily

Jest tak samo, tylko trochę…

Zerwałam z nim. Nie będzie mi przez całe przerwy się z nią obściskiwał, a potem przychodził na nasze spotkanie, jakby nigdy nic.
Co za cholerny du*ek! Jak mogłam nie zauważyć, że to jest taki podrywacz… Teraz pewnie ciągle za nią lata, zresztą zawsze miał jakiś problem z tym, że nie mógł dokładnie określić w kim się zakochał, miał zawsze trochę na „rezerwie”. Tak, teraz to dostrzegłam. Zawsze był ktoś, kiedy mnie nie było.
Ale nie obchodzi mnie już ten pajac.
„Jest tak samo, tylko trochę smutno i nie mówisz Dobranoc i nie mogę przez to usnąć.”

Przecież wiesz, że cię kocham, debilu!

Jakie to idiotyczne. Mieć chlopaka i nic o nim nie wiedzieć. Dowiadywać się jako ostatnia o tym, że nie ma go w szkole, bo pojechał ze swoją drużyną na mecz. Gdy nauczyciel pyta dlaczego, wszyscy to wiedzą, nawet ta głupia larwa, która go podrywa, po to by zrobić mi na złość. Dlaczego nawet ona wiedziała? A ja nie, musiałam wysłać mu chyba trzy sms’y, żeby łaskawie mi odpisał jak już wróciłam ze szkoły do domu. Taak, były takie sytuacje w poprzedniej szkole. Teraz ta larwa została z nim sama, nie przeszkadzam jej już, pewnie już dawno go sobie omotała w okół palca i się z nim przytula na przerwach. I pomyśleć, że kiedyś się z nią przyjaźniłam :’(
Czemu ci ludzie są tacy niesamowicie obojętni na uczucia innych? Czemu? Czy tylko ja potrafię wczuć się w osobę, która ma jakiś problem i do mnie z nim przyjdzie? Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia jaki ma sens bycie dla wszystkich takim oschłym.
A wracając do głównego tematu tego wpisu.
Czy tylko ja czuję się opuszczona, gdy MÓJ chłopak rozmawia więcej z dziewczyną, która mnie nie nawidzi, niż ze mną? Czy to takie normalne, że zamiast usiąść chociaż na jednej przerwie ze mną, woli CIĄGLE gadać z nią, śmiać się, wygłupiać, opowiadać różne rzeczy. A co ja wtedy robię? Siedzę na ławce obok, ze swoją przyjaciółką, która chyba jako jedyna potrafi wczuć się z moją sytuacje. Patrzę na nich smutno. Nie zwraca na mnie uwagi. A kiedy Ona, a raczej ona zobaczy, że się go przyglądam, zaczyna jeszcze głośniej się śmiać, dotykać jego ramion, niby nie znaczący gest, on sobie nic z tego nie robi, a ja? Cierpię. Wiem, wiem, jestem tylko głupią nastolatką, która nic nie wie w tych sprawach. Jeżeli tak uważasz jesteś w tej chwili proszony o opuszczenie tego bloga, gdyż będę tu pisać swoje poglądy i wywody na wszystkie tematy, więc jeżeli tak twierdzisz – usun tę stronę z historii na komputerze i idź hejtuj gdzie indziej.
Wracając do tematu. Czy to jest na prawde takie w porządku, że ciągle ma mnie gdzieś i tylko w smsie potrafi mi powiedzieć, że, no na przykład, tęskni. Okaż mi to a nie pieprzysz pierdoły! Już ci nie ufam, chcę, ale nie potrafię. Pewnie to czytasz, bo znasz ten blog i czytasz te wpisy, nie mając pojęcia kto jest ich autorem. A więc: tak, ja to piszę!
I jeszcze dając wam coś do zastanowienia i wyrażenia swojej opinii:
Czy chłopak, który twierdzi, że cię kocha, lekceważy cię na każdy możliwy sposób i całe przerwy spędza z dziewczyną, która cię nienawidzi, a ty siedzisz nie daleko, sama i musisz na to patrzyć, czy to jest na prawdę dowód miłości, ja się pytam!

Skoro nastolatka – to nie wie co to przyjaźń

Większość osób postrzega nastolatków jako dzieci uważające się za dorosłe i będące bardzo przemądrzałą bandą małolatów, która myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. Ja osobiście nienawidzę ludzi, którzy najlepiej wszystkich by zaszufladkowali. Bo człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, nawet bliźniacy się od siebie różnią w takim stopniu, że rodzina ich bezbłędnie rozróżnia. Jednak najbardziej irytujący są ludzie, którzy twierdzą, że skoro nastolatka – to nie wie co to przyjaźń, miłość itd. A przede wszystkim, że według nich nie powinna nawet mieć swojego zdania na ten temat, a mówienie o nim, to już chyba przestępstwo.

Psychicznie jestem sama…

Nie mogę zrozumieć swojego chlopaka. Zmieniłam szkołę, on został w starej, spotykać się będziemy maksymalnie raz w tygodniu, a on nawet nie miał ochoty dziś się ze mną zobaczyć. Była bardzo dobra okazja, moja mama jechała do klienta, niedaleko jego mieszkania. A on? Powiedział, że przecież widzimy się w sobotę. Chciałam żeby przyjechał do mnie w piątek, może nawet żeby został na noc, nie musiałby w sobotę przyjeżdżać znowu. Powiedział, że nie może, bo umówił się z kumplem na oglądanie horrorów. Co za dzieciak. Czasem wydaje mi się, że ma mnie dość, czasem, że odgryza się za to, że w szkole nie zawsze chciałam się z nim przytulać itd. poprostu uważam, że robienie tego przy ludziach, nie jest najlepszą sprawą. :( Tak na prawdę to nigdy jeszcze mnie nie odwiedził, jedyną formą spotkania poza szkołą były wypady na pizzę zaraz po szkole, zwykle razem z jego kumplami. :(
Teraz jest trudniej się spotkać, a on odnawia, nawet jeżeli jest świetna okazja. Właściwie to już nawet nie czuję tego, że to mój chłopak, że w ogóle jestem z kimś w związku. Wszędzie dookoła są zakochane pary, a ja mijam ich wszystkich sama, zawsze sama. Zupełnie tak jakbym była sama.
Psychicznie jestem sama…

Zacznę od początku…

Właśnie ma miejsce kolejna przeprowadzka z cyklu: „będę miał lepiej płatną pracę”. To już druga w tym roku. Mój nie znośny ojciec od zawsze dążył do tego, by nasza rodzina miała pod dostatkiem pieniędzy. Moja mama od kilku lat także pracuje – jest architektem. Co do rodzeństwa to mam dwójkę: 14 letnią Alice, 17 letniego Christofer’a (będę go nazywać Kris).
Mam kilka bliskich przyjaciół, których może później wam przybliże. Wracając do tych przeklętych przeprowadzek.: Bardzo często zmieniam miejsce zamieszkania, szkoły, znajomych. Nie mam nawet możliwości dobrego poznania się z kimś z nowego środowiska, a o zaprzyjaźnieniu nawet nie ma mowy.
Kolejna przeprowadzka – kolejne utracone znajomości. I jak tu mówić o przyjaciołach?
Wczoraj ostatecznie zapakowałam wszystkie swoje rzeczy do pudła, pożegnałam się ze swoim pokojem i… zaczęłam życie w nowej rzeczywistości. Tak, dla mnie to zmiana całej rzeczywistości. Nie ma dwóch takich samych miejsc, z takim samym klimatem, miejscami, ludźmi. To jest zupełnie coś innego. Znowu muszę układać swoje życie od początku, kiedy to myślałam, że już było dobrze. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Każdy z nas zmienia swoje otoczenie, brat – nowe liceum, siostra -gimnazjum, ja także, nie ma to jak dołączanie do nowej klasy, która zna się już ponad 2 lata, jest ze sobą z pewnością zżyta, w końcu ostatni rok szkoły. A ja? Pcham się tam z butami. Nie chcę plątać się z nie swoje sprawy, ani nic takiego, jednak nawet w poprzednich szkołach tak postrzegali

Sens, czy bezsens?

Wiem o sobie tyle, że żyję na tej dziwnej planecie. Wszystkie inne rzeczy dotyczące mnie i świata w którym żyję, są wątpliwe, nawet jeżeli mamy co do nich pewność. Przyjaciele zawodzą, chłopcy porzucają, rodzina pozostawia nas samych, często zdanych na samych siebie. Ludzie nie są stworzeniem godnym zaufania, nawet zwykłego szacunku. Ile razy na Ziemi zawiódł kogoś przyjaciel? Wiele razy? A może wiele milionów? Tak, każdy człowiek doświadcza tego choć raz w swoim życiu. Dziwne? Tak. Nie ma na świecie chociaż jednego człowieka, który nigdy nie został skrzywdzony przez drugiego człowieka. Ludzka rasa jest głupia. Inne gatunki zwierząt nie krzywdzą swoich „braci” dlatego, że mają „trudny charakter”. Robią to fizycznie gdy czasem muszą walczyć o jedzenie lub terytorium. A ludzie? Krzywdzą się masowo. Krzywdzą psychicznie. To jest gorsze od przemocy fizycznej – rana się zagoi, kiedy przypomnimy sobie o niej po jakimś czasie, nie zaboli nas na nowo. Ale kiedy ktoś nas skrzywdzi psychicznie, kiedy sobie o tym przypomnimy, będzie bolało na nowo.
Nie rozumiem ludzi – nie rozumiem tego dziwnego świata.
Dobrze, że jest choć kilka osób, które pomogą, wesprą. To są przyjaciele. Chociaż nie wiemy jak długo zostaną, czy są wobec nas szczerzy, potrzebujemy ich. Bo każdy chce komuś ufać, nawet jeżeli nie jest na 100% przekonana, że ta osoba jest tego warta. Poprostu każdy tego potrzebuje.