Archiwa tagu: Przyjaźń

Wakacje dzień po dniu

wlochyNie obraźcie się, że dodaję ten post tak szybko, gdyż co prawda przed nami jeszcze całe dwa dni wakacji. No, ale co do jednego nawet śmiertelni optymiści muszą się ze mną zgodzić – zdecydowana część już i tak za nami. Tak, więc postanowiłam opowiedzieć Wam po krótce o moich wakacjach. Zacznijmy od początku. Pierwsze dni wakacji minęły mi wyjątkowo spokojnie, na zwykłym odreagowywaniu szkolnego stresu, związanego z testami gimnazjalnymi. Niestety (a może i właśnie stety) moi rodzice nie dali mi zbyt długo wypoczywać. Całą rodziną pojechaliśmy na weekend (no dobra, na trochę dłużej) do Paryża, czyli ukochanego miasta mojej mamy. Spędziliśmy tam pięć dni. Cóż, jak na przyszłego fotografa przystało, zrobiłam mnóstwo zdjęć. Oczywiście mimo to, moja mama robiłą zdjęcia własnym aparatem, gdyż uważa, że zdjęcie bez co najmniej jednego członka rodziny są bez sensu. Trudno, jej strata. Po powrocie ledwo zdążyłam wyprać ubrania, bo znów musiałam pakować się na kolejny wyjazd. Moja przyjaciółka znalazła ofertę „last minute” wakacji we Włoszech. Oczywiście plan był taki, żebyśmy jechały same, ale w końcu dołączyły się do nas jej dwie starsze kuzynki i mój brat z kolegą. Na szczęście nasi towarzysze nie traktowali nas jak dzieci, tylko jak równych sobie, w innym wypadku pewnie byśmy z nimi nie wytrzymały. I muszę przyznać, że ten wyjazd był najlepszym w moim życiu. Mieliśmy fantastyczny hotel z basenem i szwedzkim stołem, na którym można było znaleźć nawet małże i homary. Pokoje były dwuosobowe z widokiem na miasto i morze, balkony były wręcz tarasami, a w pokoju nie zabrakło nawet odtwarzacza dvd. Szczerze mówiąc nie zapłaciliśmy zbyt wiele, ale wiadomo „last minute” robi swoje.  Nie chcę się tu zbyt rozczulać nad opisami, żeby Was nie zanudzić, więc przejdę do kolejnego istotnego punktu tych wakacji, którym był dziesięciodniowy „obóz” harcerski. Tak, tak, pewnie tego do tej pory nie wiedzieliście, ale jestem harcerką. Obóz sam w sobie specjalnie się nie wyróżniał. Po powrocie byłam, jak to zwykle bywa, zmęczona manewrami itp. atrakcjami, więc kolejne kilka dni przesiedziałam w domu. A własciwie to w moim mieście, bo nie obyło się bez wypadów do kina, na rower, na różnego rodzaju imprezy, a nawet na koncert. Potem, kiedy moi rodzice mieli już ten „właściwy” urlop, wybraliśmy się całą rodziną do Chorwacji na totalny chillout. Zdecydowanie to mi się bardzo przydało, odpoczynek od nadmiaru wrażeń. Kiedy już wystarczająco podładowałam akumulatory miałam energię na kolejną wyprawę.  Był to biwak z kilkorgiem moich dobrych znajomych. Nie był zbyt blisko od domu, ale za to w miejscowości ponad połowy biwakowiczów (?). Spędziłam na nim kilka dni. Wróciłam stamtąd jakieś trzy dni temu i oto jestem – po wakacyjna i wypoczęta Lily.

Przyjaciele

przyjacieleDawno nie pisałam nic o mojej nowej-starej klasie.  Chodzę do niej od siedmiu miesięcy, ale mimo to udało mi się już w niej odnaleźć, a nawet stworzyć własną ekipę. Ostatni nasz wypad był na tyle udany i wprawił mnie w tak świetny nastrój, że postanowiłam ich Wam przybliżyć.
Jessica – jest niesamowicie sympatyczną osobą i niezwykle zorganizowaną. Można jej powiedzieć o wszystkim, a ona zamiast wyśmiać będzie próbowała pomóc. Jest bardzo kochana. Blondynka, średniego wzrostu (ok. 165 cm) o ślicznych, zielonych oczach.
Nina – jest bardzo uroczą osobą i dosyć zwariowaną. Ciągle się wygłupia. Jest dość oschła dla ludzi, ale dla przyjaciół robi wyjątek. Wszystko obraca w żart i potrafi śmiać się bez przerwy. Jest niewysoką brunetką z ciemnymi oczami.
Zuza – jest bardzo pozytywna, trochę nieśmiała, ale przy bliższym poznaniu staje się bardzo otwarta i uczuciowa. Uwielbia opowiadać o swoich problemach, ale także służyć innym w roli pokornego słuchacza. Jest niesamowicie uroczą rudą dziewczyną o brązowych oczach i wzroście w granicach 170 cm.
Alex – bardzo pozytywny, trochę szalony i z pewnością zakręcony. Wygłupia się w każdym miejscu i o każdej porze. Ale kiedy ma doła warczy na wszystkich spoza najbliższego otoczenia. Jest dość wysokim brunetem o brązowych oczach. Ogółem ma powodzenie. ;)
Mateusz – jest bardzo wygadany, a jego teksty ociekają sarkazmem. Mimo to jest bardzo miły, sympatyczny i przyjacielski. Jeśli chodzi o radę żaden inny chłopak nie wysłucha i nie pomoże tak dobrze jak on. Ma szaro – niebieskie oczy i dość krótkie, czarne włosy. Średniego wzrostu.
Kacper – ma duże poczucie humoru, a zarazem jest bardzo uczuciowy. Trochę porywczy, ale ogółem nie za bardzo rzuca się w oczy, prawdopodobnie za sprawą niewysokiego wzrostu. Jest niesamowicie przyjacielski i ma duże powodzenie u dziewczyn. Niebieskooki blondyn.

Uwielbiam ich wszystkich razem i każdego z osobna. Każdy ma niesamowity temperament i jest kochany na swój sposób. Mam szczęście, że ich wszystkich poznałam. Ale nie można zapominać o moich najlepszych przyjaciołach, tj. Tomku i Carol.

Przyjaciel

Dziwnie się czuje, z myślą, że niewiarygodnie swobodnie czuję się przy moim najlepszym przyjacielu. Tak, wiem, to oczywiste, w końcu to mój przyjaciel, powinno tak być. No ale… Przy moim BYŁYM chłopaku nie czułam się tak swobodnie, właściwie wcale się tak przy nim nie czułam. A On? Jest inny…. Taki wesoły, miły, tryskający dobrym humorem, uprzejmy, wygadany… Ehh… Zawsze ma tyle do opowiedzenia mi. Wg jeśli jest okazja i On siedzi koło klasy, albo poprostu gdzieś jest i go spotkam, od razu jedno z nas zmienia kierunek w którym szło, i, idzie z tą drugą osobą. Jeju… On jest taki cudowny, niesamowity, jego oczy…. Takie błyszczące gdy ze mną rozmawia… :)
Ale to tylko mój NAJLEPSZY przyjaciel. Najlepszy FOREVER! Czuje się przy nim jak przy starszym bracie. Jest taki kochany, zawsze ma czas ze mną pogadać, przytulić i pocieszyć. Jest taki słodki, romantyczny. Chyba nigdy nie poznałam lepszego człowieka. Chyba nigdy nie znajdę lepszego przyjaciela na całym świecie. Czuje się taka ważna dla niego, kiedy do drugiej w nocy opowiada mi o swojej nowej pięknej koleżance… Hahahaha, tak, on baaaaaaaardzooooooooooo lubi podrywać ładne dziewczyny. Ale mi to nie grozi. Bo to mój kumpel, mnie nie podrywa tak na poważnie. ;) Hahahahahahahaha, taaak, czasem tak dla beki wygłupiamy się, podrywając się na wzajem. Ale to tylko zabawa, dla nas obu. On jest taki kochany <3
Hehehehe, ale to tylko mój NAJLEPSZY przyjaciel.

Skoro nastolatka – to nie wie co to przyjaźń

Większość osób postrzega nastolatków jako dzieci uważające się za dorosłe i będące bardzo przemądrzałą bandą małolatów, która myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. Ja osobiście nienawidzę ludzi, którzy najlepiej wszystkich by zaszufladkowali. Bo człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, nawet bliźniacy się od siebie różnią w takim stopniu, że rodzina ich bezbłędnie rozróżnia. Jednak najbardziej irytujący są ludzie, którzy twierdzą, że skoro nastolatka – to nie wie co to przyjaźń, miłość itd. A przede wszystkim, że według nich nie powinna nawet mieć swojego zdania na ten temat, a mówienie o nim, to już chyba przestępstwo.

Nowa szkoła

A więc jestem, pierwszy dzień w nowej szkole. Teoretycznie nie było źle. Na pierwszej lekcji nauczycielka przedstawiła mnie wszystkim, chłopcy zaczęli bić brawo, co chyba nie było najlepszym sposobem na pozyskanie sympatii „koleżanek”, które oczywiście nie miały zbyt zadowolonych min. Zresztą większość znich zaczęła od razu coś szeptać do ucha „sąsiadki”. Już po pierwszej lekcji mniej więcej rozkminiłam do kogo warto zagadnąć, a z kim lepiej nie wdawać się z bliższe znajomości. Pewnie, nie mogę stwierdzić tego od razu, jednak przyglądając się im, można stwierdzić czy są sympatyczni. :) Na pierwszej przerwie kilku chłopaków do mnie zagadało, chcieli mnie nawet oprowadzić po szkole. Niestety wśród dziewczyn nie znalazłam bratniej duszy. Większość z nich to takie plastic-converse. Jedna z nich jest „emo”, dwie dziewczyny są takie dość skryte i nieśmiałe, ciągle rozmawiają tylko ze sobą i bardzo cicho mówią. Jest też jedna „chłopczyca”, bardzo wysoka brunetka, nosząca luźne jeansy i topy. Taki typ koszykarki, uwielbia ten sport, wszędzie ma motywy piłki do kosza. Pozostałe trzy dziewczyny to takie dosyć przeciętne osóbki, co prawda nie są jakimiś szarymi myszkami, ale nie wyróżniają się za bardzo ponad resztę tych „skrajnych” przypadków. Co do chłopców, jest ich więcej, prawie dwa razy tyle. :) Jest kilka takich typów sportsman’ów, dwóch fanów reggae (dresy, słuchawki, żółty-czerwony-zielony) no i z czterech takich „stylowych od deski do deski”, którzy są niesamowitymi podrywaczami. Wyszukałam też kilka klasowych par. A więc: jeden sportsman chodzi z koszykarką (Steve i Martha), jeden podrywacz z plastikiem (Peter i Agnes) oraz fan reggae chodzi z „szarą myszą” (John i Eve). Wspomnę jeszcze, że większość chłopaków jest takich zwykłych, każdy inny, oryginalny, ma swój mały świat.
Wiem, wiem. Po jednym dniu nie powinnam oceniać nikogo. Jednak to są moje odczucia na temat tej klasy, więc… dzielę się nimi. Nie jestem typem człowieka, który szufladkuje ludzi, ale po pierwszym spotkaniu muszę jakoś określić te osoby, by chociaż na początku wiedzieć z kim się lepiej zapoznać. Zresztą pewnie moje odczucia są błędne, zobaczy się. :) To jest tylko odczucia po pierwszym spotkaniu. :)

****
W następnym poście postaram się dodać część historii o Lily Lou. Byłabym wdzięczna gdyby ktoś tam zajrzał i wyraził swoją opinię na ten temat. Pierwszy raz będę opisywać w ten sposób swoje doświadczenia, więc jestem ciekawa jak to zostanie odebrane. :)
A gdyby kogoś to interesowało: nie będę wymyślała tego co napiszę, będą to faktyczne zdarzenia, które mi się przydarzyły i chciałabym je właśnie w taki, trochę inny sposób, przekazywać. :)
***zapraszam do czytania***
:)

Zacznę od początku…

Właśnie ma miejsce kolejna przeprowadzka z cyklu: „będę miał lepiej płatną pracę”. To już druga w tym roku. Mój nie znośny ojciec od zawsze dążył do tego, by nasza rodzina miała pod dostatkiem pieniędzy. Moja mama od kilku lat także pracuje – jest architektem. Co do rodzeństwa to mam dwójkę: 14 letnią Alice, 17 letniego Christofer’a (będę go nazywać Kris).
Mam kilka bliskich przyjaciół, których może później wam przybliże. Wracając do tych przeklętych przeprowadzek.: Bardzo często zmieniam miejsce zamieszkania, szkoły, znajomych. Nie mam nawet możliwości dobrego poznania się z kimś z nowego środowiska, a o zaprzyjaźnieniu nawet nie ma mowy.
Kolejna przeprowadzka – kolejne utracone znajomości. I jak tu mówić o przyjaciołach?
Wczoraj ostatecznie zapakowałam wszystkie swoje rzeczy do pudła, pożegnałam się ze swoim pokojem i… zaczęłam życie w nowej rzeczywistości. Tak, dla mnie to zmiana całej rzeczywistości. Nie ma dwóch takich samych miejsc, z takim samym klimatem, miejscami, ludźmi. To jest zupełnie coś innego. Znowu muszę układać swoje życie od początku, kiedy to myślałam, że już było dobrze. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Każdy z nas zmienia swoje otoczenie, brat – nowe liceum, siostra -gimnazjum, ja także, nie ma to jak dołączanie do nowej klasy, która zna się już ponad 2 lata, jest ze sobą z pewnością zżyta, w końcu ostatni rok szkoły. A ja? Pcham się tam z butami. Nie chcę plątać się z nie swoje sprawy, ani nic takiego, jednak nawet w poprzednich szkołach tak postrzegali