Archiwa kategorii: Opowiadania

*Walentynki* cz. II

Wychyliła się zza niego uśmiechnięta twarz Michała.
- Cześć! – rzucił i wszedł do środka. Ja ciągle stałam w miejscu zdziwiona tym co zobaczyłam. – Nie przywitasz się? – zapytał z szelmowskim uśmiechem.
- Hej, Michael. – odpowiedziałam. – Wejdź, wejdź. – dodałam bardziej entuzjastycznie, kierując się w stronę przejścia.
- Poczekaj. – powiedział to tak niskim głosem, że aż ciarki mnie przeszły.
Złapał mnie ni to za dłoń, ni to za rękaw i delikatnie pociągnął w swoją stronę. Płynnie obróciłam się w jego stronę, a mój wzrok padł na wielki bukiet róż, który trzymał w lewej ręce.
- To dla Ciebie. – wysunął w moją stronę swoją dłoń.
- Dla mnie? – zapytałam lekko się jąkając.
Przeklinałam w myślach przyczynę, dla której moja naturalna pewność siebie rozpłynęła się w powietrzu. Ujrzałam jego sympatyczny uśmiech i nie potrzebowałam odpowiedzi na pytanie. Odebrałam od niego prezent.
- Jest śliczny, dziękuję!
Wyglądało na to, że pewność siebie postanowiła wrócić do swojej właścicielki, bowiem po wypowiedzeniu tych słów, w ramach podziękowań, pocałowałam chłopaka w policzek. Uśmiechnął się słodko i wszedł tuz za mną do salonu.
- Mamy gościa. – rzuciłam wesoło do Tomka.
- Yyy… Hej. – rzucił jakby w przestrzeń Michał, łapiąc się odruchowo za kark.
- Cześć! – uśmiechnął się przyjaźnie blondyn.
Chłopcy nie zamienili ze sobą żadnego słowa, tylko co chwila zerkali na siebie niepewnie. Na szczęście szybko przerwałam tę niezręczną ciszę, wracając do pokoju z różami w wazonie.
- Lily, ja w sumie to chciałem Cię gdzieś zabrać. – powiedział nieśmiało brunet.
- O, to świetnie! – wręcz krzyknął Tomek podrywając się z kanapy.
- Ale, tort – zaczęłam niepewnie.
- Nic się nie martw, mała! Dam sobie radę. – zapewniał.
- W takim razie chyba nie mam wyboru. – uśmiechnęłam się słodko do Michała. – Tom, w laptopie masz włączony przepis, na pewno uda Ci się samodzielnie dokończyć ciasto.
- Się wie! – powiedział radośnie i przytulił mnie na pożegnanie, dając nam tym samym do zrozumienia, żebyśmy już szli. Sam skierował się do kuchni.
- Poczekaj sekundkę. – rzuciłam do bruneta i pobiegłam na piętro.
Rozpuściłam koka i rozczesałam palcami blond włosy. Zbiegłam po schodach na parter, gdzie czekał już na mnie chłopak. Zasznurowałam czarne martensy i zarzuciłam na ramiona czarną ramoneskę. Sięgnęłam jeszcze po telefon, który schowałam do kieszeni kurtki i razem z Michałem wyszłam przed dom. Moim oczom ukazał się czarny, błyszczący motocykl.
- To Twój? – spytałam zachwycona.
- No oczywiście. – uśmiechnął się dumnie. – Przejedziemy się?
- Możemy. – starałam się ukryć mój ogromny zachwyt tym cackiem.
Chłopak podał mi kask, po chwili sam założył swój i usiadł na motor. Ja zajęłam miejsce za nim, a chłopak najwyraźniej wyczuł, że to nie jest moja pierwsza przejażdżka i wiem co robić. Powoli wytoczył się na ulicę, a po chwili już śmigał między samochodami na głównej drodze. Czułam się jak w niebie. Mijaliśmy miliony skrzyżowań. W końcu wyjechaliśmy na mniej zabudowany teren, a po chwili wyłoniły się przed nami korony drzew. Dalej jechaliśmy już wolniej, omijając kałuże na leśnej drodze. Gdy minęliśmy ostatni zakręt, moim oczom ukazała się niewielka polana. Brunet zatrzymał się i pomógł mi zejść z motocyklu. Oczywiście nie potrzebowałam pomocy, ale przecież wypadało z niej skorzystać. Podeszłam do krawędzi polany i znalazłam się na skraju morskiego klifu. Widok był cudowny – daleko pod nami rozciągała się plaża, o której kamienisty brzeg rozbijały się morskie fale. Po sam horyzont nie było nic poza idealnie błękitnym morzem. Usiadłam na brzegu, a idealnie pod moimi stopami znajdowała się może pół metrowa „półka”, powstała w miejscu urwanej gliny. Po chwili dosiadł się do mnie chłopak. Siedzieliśmy tam i rozmawialiśmy o wszystkim tak długo, że wszystkie gwiazdy zdążyły wyjść zza obłoków. W końcu postanowiliśmy wrócić do domu. Michael wybrał na szczęście krótszą niż poprzednio trasę i po niedługiej drodze byliśmy już pod moimi drzwiami.
- Dzięki za tę przejażdżkę, było super. – powiedziałam i przytuliłam go na pożegnanie.
- To ja Ci dziękuję, że się w ogóle zgodziłaś. – uśmiechnął się słodko.
- Wiesz co… – spojrzał na mnie wyczekująco – zastanawia mnie jakim cudem udało Ci się przewieść te róże na motorze i dostarczyć mi je w tak idealnym stanie.
Zamyślił się na chwilę.
- Powiedzmy, że to moja słodka tajemnica. – uśmiechnął się łobuzersko.
- To do zobaczenia następnym razem. – uśmiechnęłam się uroczo i szybko zniknęłam za drzwiami.

Wiem,  że druga część powinna pojawić się już dawno, ale wolałam trochę nad nią popracować i wstawić coś konkretnego niż pisanego na szybko. Mam nadzieję, że się podobało. Ostatnio dużo się działo, więc kolejnych zdarzeń opisanych w formie opowiadań możecie się niedługo spodziewać.

*Walentynki*

Obudziła mnie głośna muzyka. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i z zamkniętymi ze zmęczenia oczyma poszłam do pokoju Krisa. Uchyliłam drzwi i kiedy upewniłam się, że jest sam, wtargnęłam do środka. Zastałam go siedzącego na krześle obrotowym, tyłem do drzwi.
- Wyłącz to idioto! Czy ty wiesz, która jest godzina? – krzyczałam próbując zagłuszyć muzykę. – Obudzisz Alice!
- Młodej już od dwóch godzin nie ma w domu i ty chyba też powinnaś być już gotowa na przyjście Toma. – Odwrócił się w moją stronę. Niewzruszona dopadłam radia i wyłączyłam je.
- W takim razie, która godzina, cwaniaku? – założyłam ręce na piersi i uniosłam podbródek.
- Jedenasta trzydzieści – powiedział spokojnie, a mój wyraz twarzy automatycznie się zmienił. – A teraz lepiej idź się ubierz, bo Tom będzie tu lada chwila. – i z powrotem obrócił się w stronę biurka, tym razem zakładając słuchawki na uszy. Jego słowa błądziły po mojej głowie. Przecież umówiłam się z Tomkiem na dwunastą na pieczenie ciasta dla jego nowej przyszłej dziewczyny – krzyczały moje myśli. Czym prędzej wróciłam do siebie i zaczęłam przerzucać szafę w poszukiwaniu jakichś ciuchów. Mój wybór padł na czarne, skórzane rurki, czarny top i koszulę w czerwoną, szkocką kratę. Pośpiesznie założyłam wszystko na siebie i udałam się do łazienki. Umyłam twarz zimną wodą i od razu się rozbudziłam. Rozczesałam długie, skołtunione, blond włosy i spięłam je w luźnego koka, a szyję spryskałam pachnącą mgiełką. – Dziś walentynki – pomyślałam. – Dobrze byłoby wyglądać trochę odświętniej niż zwykle. – sięgnęłam po idealnie czarny eyeliner i namalowałam grubą, kocią kreskę na oku. Zadowolona z efektów uśmiechnęłam się do lustra i zeszłam do kuchni. Zostało jeszcze pięć minut, które spożytkowałam na ogarnięcie kuchni i salonu po wczorajszej „imprezie” mojego brata. Nie było sensu go wołać, nawet do pomocy – ten leń zapewne zszedłby dopiero po przyjściu Tomka. Kiedy włączałam program zmywarki, usłyszałam pukanie do drzwi. W lustrze w przedpokoju poprawiłam włosy i otworzyłam drzwi. Stał w nich dość wysoki, umięśniony blondyn, o przenikliwym spojrzeniu.
- Hej, Lily! – uśmiechnął się do mnie i wszedł do środka.
- No hej. – odpowiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek. – Kupiłeś co trzeba?
- Tak myślę… – zastanowił się. – Tylko jest mały problem. -dodał gdy już wchodziliśmy do salonu.
- Jaki problem? – zaciekawiłam się. Tom położył plecak na hokerze przy kuchennym barku i zaczął wyjmować na niego produkty.
- Nie mam przepisu na ten tort. – dodał z miną poszkodowanego szczeniaka. Zaśmiałam się.
- No i czym się martwisz? – rzuciłam wesoło. – Najwyżej wyjdzie nam zakalec. Jak zwykle zresztą, kiedy mi pomagasz. – Uśmiechnęłam się szeroko i wytknęłam mu język.
- Nawet tak nie mów. – zagroził głośniejszym głosem i podniósł ostrzegawczo palec wskazujący. – Ciasto musi się udać! Przecież chyba nie chcesz, żebym skompromitował się przed Magdą?
- No wiadomo. – uśmiechnęłam się przymilnie. – To ja pójdę po laptopa, może uda mi się znaleźć ten przepis.
- A ja co mam robić? – zapytał.
- Możesz porozkładać wszystko na blacie, wyjąć dużą miskę i takie tam.
- No dobra – odrzekł niepewnie.
Wbiegłam po schodach, przeskakując po dwa stopnie. Wpadłam do pokoju i już po chwili byłam z powrotem na dole z komputerem w ręku. Odłożyłam go na barek i usiadłam po turecku na hokerze. Tomek tym czasem podwijał rękawy swojej biało-niebieskiej koszuli. Po kilku szybkich kliknięciach odszukałam właściwy przepis, a każdą kolejną czynność czytałam i tłumaczyłam chłopakowi – w końcu tort miał być przez niego samodzielnie zrobiony. Przy jakichś trudniejszych czynnościach, opuszczałam swoje stanowisko i pomagałam mu je wykonać (albo robiłam samodzielnie). W końcu udało się równo przełożyć biszkopt masą i schować na półtora godziny do lodówki, by się schłodził. Spojrzałam na zegar. Dochodziła czternasta. – Akurat – pomyślałam. – O szesnastej będzie gotów. – Zadowoleni z wyników współpracy, rozsiedliśmy się na kanapie w salonie. W tle leciał jakiś program telewizyjny. Po jakimś czasie słodkiego lenistwa usłyszałam pukanie. Zdziwiona podniosłam się z kanapy i poszłam do przedpokoju. Standardowo przejrzałam się jeszcze w wielkim, oprawionym w grube ramy lustrze i poprawiłam fryzurę. Otworzyłam drzwi i pierwszym co zobaczyłam był wielki bukiet czerwonych róż.

 

***
Prawdopodobnie jutro dodam drugą część, a podzieliłam żeby nie było zbyt długie. Mam nadzieję, że kogoś zaciekawiło – specjalnie urwałam w ważnym momencie. ;)

*Nowy Nieznajomy*

Po kilku chwilach rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie wysunęłam się spod koca i poczłapałam w tamtą stronę. Na progu stał mój najlepszy kumpel – Tom. Przekręciłam klucz w zamku i już po chwili siedzieliśmy z powrotem w salonie na kanapie.
- Więc o co chodzi, mała? – zapytał troskliwie.
- Simon, on… – zająknęłam się- on tu przed chwilą był. – Wyrzuciłam z siebie.
- Czego ten sukinsyn tutaj szukał?! – rzucił z widoczną złością.
- Spokojnie. – Próbowałam go uspokoić. – Już Ci mówię.
- Szykuje się dłuższa historia, mam rację? – zapytał unosząc zawadiacko brew. Przytaknęłam. – W takim razie chyba pozwolisz mi zrobić nam gorącej herbaty? – Machnęłam przyzwalająco ręką.
Tom zawsze czuł się w moim domu jak u siebie. Wcale mi to nie przeszkadzało, pomimo, że ja zazwyczaj nie czułam się tak swobodnie u niego. Tym razem był jednak trochę zagubiony – jeszcze ani razu po przeprowadzce u mnie nie był i nie miał pojęcia nawet gdzie są szklanki. W końcu udało mu się z tym jakoś uporać, wspomagając się moimi wskazówkami.
- A teraz zamieniam się w słuch. – uśmiechnął się troskliwie i zanurzył nos w swoim kubku.
Opowiedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło od naszego poprzedniego spotkania, czyli o zerwaniu z Simonem, rozmowie z Alice, jego wizycie w moim domu oraz tym okropnym pocałunku, który wydarzył się przed momentem. Z minuty na minutę jego mina robiła się coraz bardziej nietęga. Gdy skończyłam opowiadać zacisnął pięści i już chciał coś powiedzieć kiedy mu przeszkodziłam.
- Nie ma sensu się teraz denerwować. Mi już przeszła wściekłość, więc proszę, nie zaczynaj się na niego wkurzać, bo ona powróci. – Po tych słowach jego dłonie się nieco rozluźniły.
Nie chciałam kontynuować tematu, więc wstałam, odniosłam puste kubki do kuchni i zaparzyłam świeżej kawy. Kiedy podawałam mu napój zauważyłam, że jego usta układają się w lekki uśmiech, a w oczach błyszczą iskierki. „To dobrze” – pomyślałam – „złość mu przeszła.” Usiadłam z powrotem na swoim miejscu.
- Ja już ci wszystko powiedziałam. – uśmiechnęłam się szeroko, a Tom to odwzajemnił. – Teraz twoja kolej. Co się u ciebie ostatnio działo?
Opowiedział mi o dziewczynie z którą go poznałam na taniej dyskotece. Spotkał się z nią parę razy i myślę, że się zaprzyjaźnili, a może nawet coś więcej.
- I wiesz co? Poznałem jej brata. Muszę przyznać, że całkiem dobrze się dogadujemy. Jest ode mnie o rok starszy, ma 17 lat. On twierdzi, że cię zna, nie wiem jak jest naprawdę, ale w każdym razie prosił o twój numer, więc możesz się spodziewać, że będzie chciał się z tobą skontaktować. – uniosłam znacząco brew. – Nie martw się, ręczę ci za niego! – zaśmiał się – przecież wiesz, że byle komu nie podałbym twojego numeru! I w sumie muszę przyznać, że jest całkiem przystojny. – uniósł zawadiacko brew. – Wiesz nie jestem dziewczyną i nie wiem, ale na moje oko powinien ci się wydać na tyle atrakcyjny by zamienić z nim parę sms’ów.
- Mam nadzieję. – zakpiłam. – Obyś miał o nim właściwą opinię, bo jak nie… – pokiwałam mu palcem wskazującym.
- Nie martw się, siostro! – podniósł ręce w geście obronnym. – Ręczę ci za niego. – uśmiechnął się szeroko. – A tym czasem muszę już lecieć. – zerknęłam na zegarek. Dwudziesta druga czterdzieści osiem. Późno. Wstałam i zarzuciłam bluzę na ramiona. Odprowadziłam go do drzwi. Zręcznie je od kluczyłam.
- To do jutra, mała. – uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
- Do jutra. – uśmiechnęłam się.
Tom otworzył drzwi, przeszedł przez furtkę i pomachał mi zza płotu. W odpowiedzi uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam. Chłód przesiąkł przez cienki materiał i szybko zaczęłam trząść się z zimna. Przestałam się wpatrywać w odchodzącą sylwetkę i zniknęłam za drzwiami łazienki. Po szybkim prysznicu zawinęłam się w ręcznik i przemknęłam niezauważona do swojego pokoju. Włączyłam jakiś rockowy kawałek i w rytm muzyki przebrałam się w piżamę. Podczas tych czynności słyszałam jak goście mojego brata wychodzą. „Wreszcie” – pomyślałam. Z wesołą miną wtargnęłam do pokoju mojej młodszej siostry wywaliłam ją do łazienki, żeby w końcu się umyła i przebrała w piżamę. W tym czasie wyłączyłam jej komputer, zgasiłam wszystkie światła i zostawiłam tylko małą lampkę nocną. Moich rodziców prawie nigdy nie było w domu, zawsze to ja musiałam opiekować się Młodą.
Wróciła do swojego pokoju, przyciszyłam muzykę i rzuciłam się na łóżko. Wtem rozległ się sygnał sms’a. Sięgnęłam po telefon i odczytałam wiadomość. „Hej! Tu Michael. Chodzę z tobą do jednej szkoły, jestem w 1lo.Twój kumpel pewnie Ci już co nie co o mnie wspomniał. Jeśli nie masz nic przeciwko to chciałbym Cię lepiej poznać. Masz może wolną sobotę? ;)”
To będzie ciekawy tydzień – pomyślałam i zaczęłam zastanawiać się co by odpisać…

*Wyjdź!*

Odepchnęłam go od siebie. Co on sobie myśli?! Tak poprostu bez ogródek mnie pocałować. Co za palant!
- Co ty wyprawiasz?! – krzyknęłam.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. – spuścił wzrok i zagapił się na czubki butów.
- To trzeba było! – uderzyłam go w lewy policzek. Nie spojrzał na mnie. Wiedział, że to co zrobił zatraciło wszystkie szanse na spełnienie misji, z którą tu przyszedł. Przez chwilę patrzyłam na niego z nienawiścią, potem twardą ręką sięgnęłam do klamki, odkluczyłam drzwi i otworzyłam je. Do środka wpłynęło zimne jesienne powietrze. On musiał wyjść. A teraz chciałam jeszcze szybciej się go pozbyć, gdyż zimno przeszywało mnie do szpiku kości.
- Wyjdź. – powiedziałam już dużo spokojniej niż poprzednie zdania. Simon przeszedł przez próg, stanął, obrócił się w moją stronę i spojrzał mi w oczy. Ten jego wzrok… Nie mogłam się teraz poddać. Nie teraz kiedy już tak twardo udało mi się z nim definitywnie skończyć. Zamknęłam drzwi. Zakluczyłam przekręcając klucz dwa razy. Spojrzałam przez wizjer. Chłopak powoli zamykał za sobą furtkę. Rzucił jeszcze smutne spojrzenie w kierunku wejścia. Chociaż wiedziałam, że mnie nie dostrzegł, czułam jego wzrok na sobie. Czym prędzej odeszłam od malutkiego „okienka” i wróciłam do salonu. Sięgnęłam po telefon i wykręciłam jakże dobrze mi znany numer. W słuchawce odezwał się miły, męski głos.
- Co jest, mała? – zapytał troskliwie Tom.
- Przyjedź. – Odpowiedziałam smutnym głosem, ledwo udawało mi się wstrzymać łzy.
- Będę za kwadrans. – odpowiedział chłopak i rzucił się do wyjścia z domu.

*Na wycieraczce stał On…*

Był już późny wieczór kiedy ktoś zapukał do mojego domu. U góry siedział brat z kumplami, nie chciało mu się schodzić toteż sama musiałam oderwać się od filmu i otworzyć. Wyjrzałam przez wizjer. Na wycieraczce stał On. Simon. Czego on tu jeszcze szukał! Palant! Nie chciałam mu otwierać, ale w końcu coś mnie tknęło otworzyłam drzwi. Zmierzyłam go spojrzeniem, on zrobił krok w przód. Wyczół, że chciałam zamknąć drzwi. Nie udało mi się. Na jego widok zrobiło mi się tak jakoś ciepłej na sercu, cieszyłam się, że tu przyjechał. Dla nikogo innego tylko dla mnie. Chwila moment… Przecież on mnie zdradził! Szybko rozpędziłam tamte myśli. Na twarz znów powrócił gniew. W końcu tą chwilę milczenia przerwał jego zachrypły głos.
-Musimy pogadać.-oparł rękę na drzwiach, lekko je pchnął, dając mi do zrozumienia, że ta rozmowa potrwa zbyt długo by stać przy drzwiach. Nie puściłam ich jednak.
-Pogadać? Wydaje mi się, że już nie mamy o czym.-odpowiedziałam próbując zachować spokój.
-Mamy o czym. To nie jest tak jak powiedziała ci Carol.-widział jak na moją twarz zaczął obchodzić gniew.-To na prawdę nie tak! Proszę cię, daj mi chociaż wszystko wytłumaczyć. A jeżeli nie zmienisz zdania, powiedz mi chociaż w twarz, że już nie chcesz ze mną być.- twarz miał szarą i smutną, jego ramię wciąż delikatnie napierało na drzwi.
Nie wiem dlaczego, ale moja ręka opadła, Simon lekko popchnął drzwi i zrobił krok w przód. Ja nie ruszyłam z miejsca, zaczęłam wszystko sobie przypominać, wybiło mnie to z rytmu, przez co zderzyliśmy się nosami. Szybko cofnęłam się o krok. Minął mnie i stanął kawałek dalej, czekając aż z powrotem zakluczę drzwi. Odwróciłam się. Zapaliłam kinkiet.
-A więc mów…-powiedziałam z udawanym spokojem.
-Proszę cię, nie patrz tak na mnie…-spuścił wzrok- To na prawdę nie jest tak…
-A jak jest?! I jak inaczej mam patrzeć w oczy chłopakowi, który mnie zdradził?!-wybuchłam w końcu.
-To na prawdę nie tak. Nie zdradziłem cię, nigdy. To były tylko plotki, a ona jest tylko moją przyjaciółką.
-Fajne masz przyjaciółki!-wtrąciłam.
-Te plotki to kłamstwa! Nie wiem kto je rozpowiedział, ale gdybym wiedział, ten Ktoś już leżałby w szpitalu.-walnął ręką w ścianę, trafiając akurat w włącznik kinkietu. Zgasło światło. Nie mogłam oprzeć się lekkiemu chichotowi, z tej jego porywczości. Wymacałam w ciemności kontakt. Zapaliło się światło. Simon stał teraz o dwa kroki bliżej mnie.
-Proszę cię, nie myśl, że ci uwierzę, tylko dlatego, że tak mówisz. To nie moja wina, że mnie zdradziłeś, więc to jest mało prawdopodobne, żebyśmy kiedykolwiek wrócili do siebie.-delikatnie odepchnęłam jego ramiona. On jednak nie drgnął. Wpatrywał się ciągle w moje oczy, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.
-Mało prawdopodobne, ale to znaczy, że jakieś szanse są?-jego oczy uśmiechnęły się. Ja mimowolnie także się uśmiechnęłam.
-Oj, weź przestań!-uśmiechnęłam się ponownie, nie wiedziałam czemu, ale uśmiechnęłam się do niego.-Całowałeś się z nią, to jest chyba najlepszy dowód na to, że już nie powinniśmy być razem.- kompletnie nie wiedziałam dlaczego powiedziałam „powinniśmy”, ale nie mogłam jakoś tak wprost powiedzieć mu, że to na 100% definitywny koniec.
-Nie całowałem się z nią! Nigdy! Przyrzekam!-złożył ręce jak do modlitwy i klęknął na podłodze- Proszę, uwierz mi!- nie mogłam powstrzymać się od delikatnego śmiechu.
-Przestań. Nie ma żadnego powodu, dla którego powinnam Ci wierzyć.
-Jest jeden i najważniejszy.-wstał.-Nie całowałbym dziewczyny, ktorej nie kocham.
-Mnie też nigdy nie pocałowałeś, więc sprawa jest jasna…-obróciłam się do niego tyłem, odkluczyłam drzwi. Kiedy odwróciłam się w jego stronę, napotkałam na swojej drodze jego usta, które namiętnie pocałowały moje.
-Kocham Cię, przecież!

*Byłoby miło, gdybyś była szczera*

Po długiej jeździe autobusem, znalazłam się w końcu w przytulnej pizzeri, na obrzeżach miasta.
W środku zajęte były jedynie dwa stoliki przy oknach. Mój ulubiony, stojący w samym końcu sali, oddzielony od reszty wielką rośliną, z nastrojową lampką, był jak zwykle wolny. Usiadłam na krześle, zdjęłam kurtkę i zamówiłam dwa cappuccino z podwójną bitą śmietaną. Zawsze to zamawiałam, kiedy spotykałam się z Carol, moją przyjaciółką. Po chwili w drzwiach pojawiła się niska postać o brązowych włosach. Bez rozglądania się po sali, ruszyła w kierunku mojego stolika.
-Już jesteś!-uśmiechnęła się wesoło, mocno mnie przytulając.
-Długo się nie widziałyśmy, Carol!-zasiadłyśmy na krzesłach, a kelnerka po chwili przyniosła nam zamówione napoje.
-Opowiadaj co u cb!-powiedziałam
-A więc…-zaczęła, przejęcie rozkładając ręce (tak, Carol zdecydowanie lubiła gestykulować)
Opowiadała o tym co tam w szkole, że poznała bardzo fajniego chłopaka, że wszyscy za mną tęsknią i ciągle dopytują co u mnie. Nie wspomniała słowem o Simonie.
-A co u ciebie, Li?- uśmiechnęła się i oparła się na stole wpatrując się we mnie w oczekiwaniu na historię.
-No, a więc u mnie… Na razie nie bardzo odnajduje się w klasie, poznałam tam takiego bardzo miłego bruneta, zakumplowałam się z nim. No i co jeszcze… W sumie są nawet spoko nauczyciele. No i w ogóle jest przystojny…
-Nauczyciel?!-przerwała Carol.
-Nie, no co ty! (śmiech) Phillip oczywiście!
-Ten twój „kumpel”?- jej mimika twarzy wskazywała na to, że coś sugeruje… :)
-Tak, on. I nie myśl sobie, że… No wiesz! Tego co myślisz! Przecież chodzę z Simonem!-szybko tłumaczyłam się.
-Aha…-zmieszała się, gdy tylko wspomiałam o swoim chłopaku.
-Carol…?-spojrzała na mnie- Co jest? Czemu nic nie mówisz?
-Nie, nic! Tak tylko…-wzięła do ręki cappuccino i zaczęła pić gorącą kawę, nienaturalnie zasłaniając się filiżanką. A przynajmniej próbując się za nią schować.
-Ej, no mów co jest! Przecież widzę! Nie ukrywaj nic przedemną!-zrobiłam smutną minę.
-Ale kiedy na prawde…-zaczęła się nieudolnie tłumaczyć.
-Carol…?-przerwałam jej w pół słowa.
-No dobrze, już dobrze. A więc chodzi o to, że…-powoli zbierała słowa.
-Chodzi o Simona???-zapytałam dość energicznie.
-Nie martw się! Znaczy… W sumie… No, tak chodzi o niego…
-To opowiadaj o co chodzi, nie trzymaj mnie już w napięciu, bo zaraz padnę!-uśmiechnęłam się. To ją zmotywowało do opowiadania.
-A więc, chodzi o to, że Simon… No, wiesz… Larwa go ciągle podrywała jak ciebie nie było, no i coraz więcej z nim gadała, no wiesz… No i wszyscy gadają, że oni niby są razem i…-zawachała się, widząc moją rozdziawioną buzię.-i… chodzą plotki, że podobno się… cało… cało…- nie potrafiła tego powiedzieć.
-CAŁOWALI?!?!?!?!?!-byłam w totalnym szoku.
-taaak…-zrobiła smutną minę, już żałowała, że to mi powiedziała.
-Wiesz co… Ja już muszę iść, robi się późno.-miałam niesamowicie smutną minę, łzy cisnęły mi się do oczu. Wyciągnęłam z portfela pięć złotych za kawę i ruszyłam w kierunku wyjścia. Po chwili Carol mnie dogoniła.
-Proszę cię, nie rób nic pochopnie, to były tylko plotki, to pewnie wcale nie jest prawda! Nie powinnam ci w ogóle tego mówić, żeby cię nie zdenerwować. Proszę, nie podejmuj decyzji, których będziesz później żałować. Odprowadzę cię, chodź.
-Skoro powstały takie plotki, musiały mieć jakiś powód, gdyby nie było wcale takiej możliwości, nikt nie mówiłby tak! Dobrze, że mi to powiedziałaś, dziękuję ci za to. Co za du*ek z niego. Nie, dziękuję, przejdę się sama, muszę pomyśleć. Cześć!-powiedziałam bez najmniejszego okazanego uczucia i obróciłam się na pięcie.
Carol stała jeszcze chwilę. W końcu, kiedy znikłam jej z widoku, poszła w swoją stronę.
Co ja wtedy robiłam? Biłam się z myślami, nie miałam pojęcia co o tym myśleć. Szłam przed siebie, nie zważając na głębokie kałuże w które wchodziłam, trąbiące na mnie samochody, padający deszcz, przemoczone buty. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mi to zrobił.
Wiedziałam jedno…. To koniec.

*Telefon*

Nie ma to jak wypicie kubka gorącej czekolady po przemarznięciu do ostatniej krwinki, stojąc przez pół godziny na przystanku w deszczu, bez rękawiczek. Taaak, teraz jest zdecydowanie ciepłej :)
Oparta o kaloryfer trzymałam w dłoniach, ubranych w rękawiczki, kubek. Mogłabym rozpłynąć się w tej chwili… Było już dość późno, siedziałam sama w domu, tęskniłam. Za kim? Za Simonem, za tym jak mnie przytulał, jego ramiona były o wiele wygodniejsze niż twardy grzejnik. Ahh… Czemu go tu nie ma? :( No tak, przecież widzimy się w sobotę, czemu miałby w ogóle się ze mną częściej spotykać? Zawsze tak mówił. Bardzo wkurzał mnie ten jego tok myślenia. Kiedyś chciał mnie zabierać do kina, na spacer, przyjeżdżał do mnie zawsze i wszędzie (przynajmniej obiecywał, że gdyby tylko mógł, zrobiłby to). A teraz? Poprostu nie było go. Nie było go tutaj. Ze mną. Teraz…. Wcale.
Usłyszałam dźwięk sms’a. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer. „Cześć, mała. Co u cb? Co robisz?” podpisano: „phillip”. Zrobiło mi się ciepło na sercu, choć nie powinno. Dlaczego to on do mnie pisze, a nie Simon? Pewnie ma już mnie gdzieś. Nienawidzę gdy ktoś ma do mnie takie podejście, bo wtedy automatycznie też się tak do tej osoby nastawiam. A nie chciałam tego. Szczególnie w tym przypadku. Odpowiedziałam mu krótko i treściwie. Po kilku chwilach przyszła odpowiedź: „:( gdybym mógł, przyniósłbym ci teraz coś na rozgrzanie, bo gdybyś się przeziębiła nie miałbym z kim rozmawiać na przerwach, dzielić wieszakiem w szatni i kogo przepuszczać w drzwiach. ;) Szkoda, że mnie tam nie ma…”-sms zajął mu dwie „strony”.

*Kolejny zaspany poranek*

-Co?! Siódma?!- no poprostu wymiatam, spóźnię się na pierwszy dzień w nowej szkole. Wstałam, szybko ubrałam się i rozczesałam włosy. Plecak spakowany? Na szczęście tak. Śniadanie… Zagrzałam mleko, szybko wsunęłam płatki, nie zważając na to, że parzą mi język. Umyłam zęby. Ok, można iść. Drogę na przystanek pokonałam szybkim krokiem, gdy pojawiłam się w końcu na przystanku, akurat podjechał autobus. Zajęłam pierwsze wolne miejsce, wsunęłam się głęboko w fotel i założyłam słuchawki z tętniącym w nich ulubionym bitem. Do szkoły weszłam pięć minut przed dzwonkiem. Rozejrzałam się po szatni. Tylko jeden wieszak był wolny. Która godzina? Za dwie minuty dzwonek. Raczej nikt już nie przyjdzie. Zresztą musiałam gdzieś powiesić kurtkę. Równo z dzwonkiem skończyłam rozsznurowywać martensy. Szybkim krokiem doszłam do sali. Stała tam nasza nauczycielka. Zapytała czy znam kogoś z klasy. Nie znałam niestety. Powiedziała, żebym tu poczekała, że przedstawi mnie wszystkim. Kiedy cała klasa już zajęła swoje miejsca, weszłam ja, a wychowawczyni przedstawiła mnie. Chłopcy zaczęli gwizdać i bić mi brawo. Kilka dziewczyn spojrzało na mnie z tego powodu z ukosa. Niektóre nawet zaczęły szeptać do swoich koleżanek pokazując rękami różne gesty. Hmm… To chyba nie było najlepsze wejście. Usiadłam w ostatniej ławce z Jessicą. Wydała mi się bardzo sympatyczna. Po lekcji trzech chłopców (Matt, Alex i Johnny) zaproponowali, że zaprowadzą mnie do mojej szafki. Nie miałam pojęcia gdzie jest, więc zgodziłam się. Po drodze pogadałam z nimi trochę i doszłam do wniosku, że pomimo, że są podrywaczami, są całkiem spoko. :) Na następnej lekcji usiadłam z Mattem w jednej ławce. Po około piętnastu minutach do klasy wparował dość wysoki, brunet. Żewnie przepraszając za spóźnienie oddalił się do ostatniej ławki. Usiadł za mną. Prawdopodobnie to jego wieszak zajęłam, ale nie przejęłam się tym. Ciągle myślałam o Simonie (moim chłopaku), zastanawiałam się czy nie byłoby lepiej gdybym z nim zerwała. Nie chciałam tego, nadal go kochałam… Właściwie, to nawet nie wiem tego. Nigdy nie chciałam mieć chłopaka, ale kiedy się mnie zapytał o to byłam szczęśliwa, bardzo mi się podobał, nie przeszło mi nawet przez myśl, że nie planowałam mieć chłopaka. Ale teraz… Już nie miał dla mnie czasu, wcześniej wręcz żądał, żebym się do niego przytulała, teraz nawet sam nie podejdzie, tylko oczekuje, że sama do niego przybiegnę jak będę chciała. Tak, zdecydowanie nie miał na takie rzeczy ochoty. Ja w szkole zresztą też, nie będę go przytulać na oczach przypadkowych – lub nie – gapiów.
No i zeszła cała lekcja na te przemyślenia. Właściwie nie zapisałam nic, nauczyciel był jednak bardzo znudzony tym, że musi tam siedzieć, nie obchodziło go kompletnie co robimy.
Automatycznie skręciłam w stronę swojej szafki. Wpakowałam tam książki od biologii. Następnie udało mi się trafić do toalety. Kiedy myłam ręce zadzwonił dzwonek. Nie oznaczało to niczego dobrego. Książki nadal w szafce, a sala od informatyki na następnym końcu szkoły. Z impetem otworzyłam drzwi. Pech chciał, że akurat ktoś tamtędy przechodził. Kto? Nie kto inny jak brunet, spóźniony na biologię. Gorąco przepraszałam go, mówiąc że nie chciałam go uderzyć, przepraszałam, pytałam jak się czuje. Phillip patrzył na mnie z delikatnym rozbawieniem, intensywnie masując czoło.
-Spokojnie, nic mi nie jest. Przeżyłem. Nie przepraszaj mnie już! Nic się nie stalo przecież.-mówił. Uspokoiłam się trochę. Zaczęłam się z siebie śmiać, w końcu nikt inny nie jest taką fajtłapą, żeby już pierwszego dnia zabijać ludzi drzwiami.
-hahahaha, no nie przesadzaj! A tak w ogóle to Phillip jestem.- wyciągnął w moją stronę rękę. Delikatnie ją uścisnęłam.
-Jestem Lily. Od dzisiaj chodzę do waszej klasy. I póki co, trochę się gubie. Wiesz może, gdzie jest sala od informatyki? Bo ja wiem tylko tyle że na samej górze.- uśmiechnęłam się do niego.
-Jasne, że wiem! Tylko nie zamierzasz chyba iść bez zeszytu? Ona bardzo nie lubi, gdy ktoś jest nie przygotowany.
-Ona?
-No tak, pani od informatyki, tzw. kosiarz monitorów.- zaśmiał się.
-Kosiarz monitorów?-nadal nic nie rozumiałam. Zaczęliśmy iść dość szybkim krokiem w stronę mojej szafki. Po drodze wyjaśnił mi dlaczego nauczycielka ma takie nie typowe przezwisko. Otóż kochała pracować na kilku monitorach naraz. I kiedy na lekcji z ich klasą podłączyła chyba ósmy (!!!) dwa z nich zaczęły się dymić, a kiedy wszyscy opuścili klasę, podobno jeden z nich wybuchł.
Opowiadając tą historię tak przesadnie gestykulował, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. W końcu doprowadził mnie do odpowiedniej sali. Było już dobre dziesięć minut po dzwonku, jednak Phillip tak przejęcie nas uprawiedliwiał, że nauczycielka chyba nawet nie wpisała nam spóźnienia. Przez resztę lekcji ciągle rysowałam na końcu zeszytu. Na przerwach poznałam kilku kolegów Matt’a i większość czasu spędziłam z Jessie. Phillip potem już ze mną nie rozmawiał, praktycznie wcale nie było go pod klasą.
Po zakończonych lekcjach zeszłam do szatni, ubrałam się, wciągnęłam na stopy martensy i nie czekając na nikogo wyszłam z szatni. Nie miałam zresztą na kogo czekać. Idąc na przystanek oczywiście słuchałam muzyki. Nagle podbiegł do mnie Phillip.
-Nie słyszałaś jak cię wołałem?- miał lekko zdyszany głos, a jego niebieskie oczy utkwiły w moich, wpatrując się w nie wyczekująco. Pierwszy raz tak na mnie spojrzał podczas naszej krótkiej znajomości.
-Przepraszam, nie słyszałam. Miałam słuchawki w uszach.-tłumaczyłam się.
-Chciałem zapytać czy mogłabyś może podać mi swój numer?- zapytał, nie zmieniając sposobu, w jaki patrzał mi w oczy. Ten wzrok był przeszywający do szpiku kości. Nie czułam jednak do niego nic, poprostu jego oczy… Były niesamowite. :)
-Pewnie-powiedziałam radośnie- wbiłam mu go na klawiaturze telefonu i zapisałam się jako: „Lily :)”